Lamborghini Sesto Elemento to prawdziwe arcydzieło inżynierii, które wygląda jakby przybyło z innej planety. Nazwa, „Szósty Element”, nawiązuje do węgla, który, jak się okazuje, odgrywa tu główną rolę – dosłownie, bo to auto to właściwie jedno wielkie włókno węglowe na kołach.
Serce, które bije jak gniew Włoskiego Boga: Lamborghini Sesto Elemento
Pod maską Sesto Elemento kryje się 5.2-litrowy V10 o mocy 570 KM, który brzmi jak gniew włoskiego boga. Ten silnik, zapożyczony z Gallardo LP570-4 Superleggera, pozwala temu karbonowemu potworowi wystrzelić do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy. A jeśli masz dość odwagi (i długą prostą przed sobą), możesz rozpędzić się do 350 km/h. Tak, dobrze czytasz – to auto jest szybkie jak rakieta i lekkie jak piórko.
Lekkie jak piórko, mocne jak byk: Lamborghini Sesto Elemento
Wszystko w Sesto Elemento kręci się wokół redukcji masy. Od nadwozia po wnętrze, każdy gram ma znaczenie. Fotele? Wtopione w monokok, jakby ktoś zapomniał, że można je zrobić osobno. Deska rozdzielcza? Minimalistyczna, jakby włoski inżynier spojrzał na nią i powiedział: „Po co nam to wszystko?”. Nawet wał napędowy jest z włókna węglowego – bo czemu by nie?
Design, który przynależy do batmobilu: Lamborghini Sesto Elemento
Z zewnątrz Sesto Elemento wygląda jak coś, co mogłoby przynależeć do Batmobilu. Agresywny design to jednak nie tylko kwestia estetyki – każda linia, każdy otwór ma swoje zadanie, od chłodzenia silnika po cięcie powietrza jak brzytwa. A te końcówki wydechu umieszczone u podstawy tylnego spoilera? Wykonane z Pyrosic – materiału, który przetrwałby chyba nawet wybuch wulkanu.
Futurystyczna wizja Lamborghini
Ale spokojnie, Sesto Elemento nie pojawi się na ulicach – to bardziej futurystyczna wizja Lamborghini, która pokazuje, co Włosi potrafią, kiedy dają upust swojej wyobraźni. Chociaż kto wie, może niektóre z tych szalonych pomysłów znajdą drogę do przyszłych modeli? W końcu Lamborghini nigdy nie boi się eksperymentować.